Archiwum dla Luty 2009

Britney Spears jest feministką

Magazyn DZIENNIKA, 13-14.12.2008.

Karolina Wigura: Czy Britney Spears jest tragiedią czy sukcesem feminizmu?

Rebecca Walker*: Zdecydowanie wielkim zwycięstwem. Wbrew powszechnemu przekonaniu Britney Spears i podobne do niej młode gwiazdki muzyki pop nie są ofiarami presji wywieranej na kobietach, zmuszonymi przez producentów muzycznych do eksponowania seksualności. Ona podejmuje świadome wybory swojej scenicznej tożsamości i jest za nie odpowiedzialna.

Ale wybiera i wykorzystuje strywializowane stereotypy. W najnowszym teledysku „Womanizer” z płyty „Circus” znów występuje w roli wampa, uwodzicielskiej femme fatale.

Ale to ona ma nad mężczyznami kontrolę, decyduje, kiedy zacząć, kiedy skończyć. Tak jak panuje nad tym, jak jej wizerunek prezentowany jest w mediach. Nie obrażam się na jej rozerotyzowane sesje i klipy, bo to by znaczyło, że chcę, by kobieca seksualność miała mniejszą siłę, niż ma w rzeczywistości. Potężną częścią tego, co czyni Spears atrakcyjną i silną właśnie jako ikonę popkultury, jest to, jak gigantyczny potencjał ma kobieca seksualność. Proszę zwrócić uwagę na tytuły wielkich hitów Spears: „Ooops I Did Again” czy „Hit Me Baby One More Time”. Oba teksty są bardzo dwuznaczne, jest w nich zarówno wątek infantylizmu czy podległości, ale też emancypacji, to kobieta decyduje sama o sobie.

Większość widzi to pierwsze.

Oczywiście, można argumentować, że Britney zgadza się na uprzedmiotowienie siebie samej. Że robi to tylko dla pieniędzy i w dodatku na końcu najwięcej zarobi i tak nie ona, ale mężczyźni, którzy skłaniają ją do podejmowania takich, a nie innych decyzji. Że system męskiego patriarchatu zmusza ją do tego, by uczestniczyła w show-biznesie, nienaturalnie wyolbrzymiając swoją seksualność. Wreszcie, że pornografia przekształciła kulturę do tego stopnia, iż kobiet muszą się podporządkować jej wymogom. W tych wszytkich stwierdzeniach będzie część prawdy. Ale prawdą jest również coś przeciwnego. Otoż jedną z przyczyn, dla których seks sprzedaje się tak nieprawdopodobnie dobrze, jest to, że stanowi on najpotężniejszą ludzką siłę. A już zupełnie szczególną pozycje zajmuje w naszej kulturze kobiece ciało, które przez całe stulecia było obiektem szczególnego pożadania. Dlatego na pytanie, cze Spears uczestniczy w procesie uprzedmiotowienia kobiety, odpowiem: tak, ale robi to z pełną świadomościa, że jednocześnie tworzy własne imperium show-biznesu.

Ale kobieta, która przed chwilą była seksbombą, traci cały suceks, gdy tylko przestaje nią być. Na dodatek nadużywała alkoholu, straciła prawo do wychowywania własnych dzieci. Czy Britney przestała być gwiazdą, kiedy zaczęła mieć kłopoty rodzinne?

Przeciwnie, ona nie usiłuje histeryzować i kryć się jak Billy Holliday, czy Marylin Monroe. Przeżywa publicznie swoje problemy i potrafi szczerze o nich mówić. W ten sposób wszyscy mogą zobaczyć, że również stawia czoło poważnym wyzwaniom: jak zachować zdrowie psychiczne? Jak ochronić samą siebie, gdy wystawiło się na brutalne oddziaływanie mediów? Jak zbudować dobry, silny związek? Jestem przekonana, że kiedy młode kobiety widzą, iż uwielbiana przez nie ikona też z czymś walczy, zaczynają rozumieć, że nie pozostaje ona zabawką z telewizora, niedoścignionym ideałem, lecz jest człowiekiem z krwi i kości. I że jeśli ktoś decyduje się osiągnąć sukces, to wiąże się to z konkretymi konsekwencjami, a droga do niego nie będzie łatwa, a czasem nawet zupełnie obrzydliwa.

Britney Spears jako wzór do naśladowania dla młodych nastolatek?

Najwięcej stracilibyśmy próbując przedstawić tylko jedną stronę tej osobowści. A największą zdobyczą feminizmu jest to, że kobieta może otwarcie wyrażać trudność wyzwań, które przed sobą stawia. Proszę przypomnieć sobie początku ruchu feministycznego, tak zwaną pierwszą falę, wtedy byłoby to absolutnie niemożliwe. Oczekiwano wówczas od kobiety, że skoro już pracuje, to najlepiej, by siedziała cicho i robiła to, co do niej należy.

Jak połączyć to szlachetne feministyczne przesłanie z faktem, że jednak Spears to też produkt rynku, a jej wykalkulowany wizerunek spełnia wcześniej sprawdzone oczekiwania widzów MTV?

Ale nikogo kto obserwował kulturę popularną, przynajmniej przez ostatnie 10 lat to nie dziwi. MTV to potężny organizm marketingowy, a proponowane przez nią produkty niewiele różnią się od rozmaitych modeli komputerów Apple. Ale można spojrzeć na to inaczej: to bardziej problem hiperkapitaluzmu, a nie płci. System ekonomiczny, w którym żyjemy, jest brutalny w stosunku do człowieka, zarówno jego ciała jak i psychiki. Podobnie mężczyźni podlegają na tym rynku trywializacji, manipulacji, presji. Pisząć książkę „What Makes a Man”, rozmawiałam z dziesiątkami facetów, którzy opowiadali, jak w ich życiu wielokrotnie narzucano im jakiś wizerunek męskości. I jeśli okazywali sentymenty, zaangażowanie emocjonalne, nie chcieli podporządkować się ogólnemu wzorcowi, nazywano ich ciotami, bito, ośmieszano. Możliwe, że pozycja mężczyzn jest jeszcze gorsza niż kobiet. Bo my mamy tradycję feministycznej krytyki, a oni nie mają nic.

Uważa pani, że wbrew pozorom Britney Spears nie jest przelotną gwiazdą, która w chwili słabości goli głowę na łyso, ale przykładem, jak zmienia się wizerunek i tożsamość współczesnej kobiety?

Wydaje się, że dla coraz większej grupy  ludzi będzie ona pozytywnym wzorem. Ale dopiero okaże się, czy dzieki niej kultura popularna na większą skalę będzie mogła pokazywac kobietom, jak bardzo zmieniło się ich zycie, obowiązki, prawa w dzisiejszym świecie. Na przykład wciąż nie bardzo potrafimu znaleźć punkt równowagi pomiędzy różnymi ideałami kobiecoścci. W mediach popularnych jest albo piękna, albo inteligentna, a bardzo rzadko łączy te dwie cechy, bo to oznaczałoby nieprawdopodobne wzmocnienie jej seksapilu, z którym nikt sobie nie radzi. Poza tym za kilka lat 27-letnia dziś Britney może odmienić fundamentalny dla naszej kultury stereotyp, że atrakcyjna, podobająca się mężczyznom kobieta musi być zgrabna, biała i mieć nie więcej niż 35 lat. W Europie to przekonanie nie dominuje tak silnie jak w Ameryce, gdzie kobietom, które przekraczają magiczny próg 35 lat, po prostu odbiera się w brutalny sposób prawo do bycia obiektami seksualnymi. A zatem osoby, które najpierw są emanującymi seksualnością gwiazdami, doświadczają zupełnej degradacji. Ciekawe, jak poradzi sobie z tym Spears?

Przykład daje Madonna, to na niej wzorują się zarówno Spears czy Beyonce.

To genialna artystka, rodzaj Andy’ego Warhola popkultury. Przez dziesiątki lat potrafiła używać swojej seksualności w mądry, skomplikowany i wpływowy sposób, igrając z kategoriami takimi jak płeć, rasa, religia. Była i jeszcze potężnym wyzwaniem dla starych pojęć kobiecości. Dziś rzeczywiście robi to samo, mając ponad 50 lat. Spears pozostaje wyraźnie pod jej wpływem, ale co najciekawsze, sama Madonna czerpie bezustanną inspirację od takich jak ona gwiazdek. Wydaje się cały czas otwarta na młodość, dlatego nie przestaje osiągać sukcesów. A skoro mówimy już o przykładach kobiet, które łamią zastałe wzorce, to powinnyśmy zwrócić uwagę na Michelle Obamę…

Czyżbyśmy mieli do czynienia z „obamizacją” kultury popularnej?

Wydaje się, że tak. Michelle Obama to wspaniały przykład kobiety jednoczesnie pięknej i wykształconej, która odgrywa zupełnie nietuzinkową rolę. Nie wydaje się podporządkowana marzeniom jej męża, ale również nie próbuje w żaden sposób dominować. Jest gotowa poprzeć jego ambicje i po partnersku w nich uczestniczyć. To ikona następnej dekaty.

* Rebecca Walker (1969), jedna z najbardziej wpływowych pisarek feministycznych. Współtworzyła Magazyn „MS.”, publikowała również w „New York Times”, „Chicago Times”.

Reklamy

Nonpoint

W poprzednim poście napisałem tak o zespole Nonpoint:

Ten zespół, mimo, że mało popularny, ma parę świetnych utworów, reszta jest mocno przeciętna.

Muszę posypać sobie głowę popiołem i przyznać się do błędu. Po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu Recoil stwierdzam, że to naprawdę kawał dobrej muzyki. Jednocześnie zachęcam to przesłuchania chociaż kilku utworów grupy (na przykład na profilu MySpace zespołu).

nonpoint

Krytyka oświaty

Słyszałem ostatnio o kolejnej aferze w polskiej szkole. I znowu chodziło o to, że uczeń dokuczał nauczycielowi, a ten nie mógł nic zrobić. Nie pamiętam skąd ta szkoła, ale to nie jest ważne. Historia, oprócz skandalicznego zachowania uczniów, zawiera także pokrętne tłumaczenia dyrektorki na temat zwolnienia poszkodowanego nauczyciela (bo podobno lekko uderzył napastnika- tak tego gnoja trzeba nazwać- latarką). Ale to też mnie mało interesuje.

Przede wszystkim ciekawi mnie, czy kiedyś takie sytuacje też miały miejsce? Trochę trudno to jednoznacznie i z pewnością określić. Nie mówimy o czasach, w których dostawało się linijką po łapach, bo wiadomo, że wtedy nikt do nauczyciela nie podskakiwał. A przecież nawet wtedy, gdy już nie wolno było bić uczniów bo zakazywały tego przepisy, to część nauczycieli nic sobie z tego nie robiła, uczniowie nie wiedzieli, że nie można ich szarpać za uszy, a rodzice byli przekonani o słuszności starych metod. W końcu jednak nowe zasady się przyjęły, jest tak jak powinno być- dzieci się nie bije. Mija kilka lat i mamy chyba pierwszą tak głośną aferę z Torunia. Czy w przeciągu tych kilku lat takie sytuacje nie miały miejsca?

Wersja numer 1: nie. Młodzież szkolna dopiero rosła w siłę. Przygotowywała się, aby wypowiedzieć nauczycielom wojnę.

Wersja numer 2: tak. Takie sytuacje się zdarzały, ale skąd mieliśmy się o nich dowiedzieć? Nowoczesne telefony komórkowe, aparaty cyfrowe czy kamery nie były tak łatwo dostępne jak dzisiaj. Dyrektorzy szkół w przypadku takiej wpadki raczej nie szukają rozgłosu.

Drugą rzeczą która mnie ciekawi, to zmiana nastawienia uczniów do otoczenia. Czy kiedyś dzieci były takie jak kiedyś? Ostatnio słyszałem opinię, że po reformie szkolnictwa i wprowadzeniu gimnazjum młodzież stała się gorsza. Coś w tym jest. W 8-klasowej podstawówce każdy bał się 7 i 8-klasistów. Na 6-klasistów też trzeba było uważać, chociaż tak naprawdę nikt nikomu nic złego nie robił. Dzisiaj, dziecko już w 6 klasie podstawówki może czuć się jako ten najsilniejszy. Później, w gimnazjum, patrząc na starsze roczniki to poczucie jeszcze w nim rośnie. O ile na wsi sytuacja jest jeszcze do opanowania, to w miastach do szkół chodzą mali gangsterzy. Oczywiście, nawet na wsi znajdą się jakieś czarne owce, ale szkoła jest często jednym z głównych „ośrodków publicznych”. Poza tym chyba procent ludności zainteresowanej życiem szkoły jest na wsi większy niż w mieście. Nawet jeśli na wieś dojeżdza nauczyciel z miasta, to jakoś bardziej angażuje się w życie szkoły, w kontakty z rodzicami. W mieście chyba jest inaczej.

Co do szkół ponadgimnazjalnych, to uważam, że ich poziom spadł. Każda szkoła ponadgimnazjalna jest na dobrą sprawę przedłużeniem tego gimnazjum. Niekiedy kończy się maturą i to chyba jedyna rzecz która odróżnia szkoły podstawowe od średnich. Do liceum idzie dzisiaj każdy, kto chce. Jeśli nie do ogólnokształcącego, to do jakiegoś profilowanego. Technikum wybiera chyba mniej osób. Każdy kto kontynuuje naukę po gimnazjum ma najczęściej jeden cel- zdać maturę. A po co siedzieć 4 lata w technikum, jak już po 3 latach (a raczej 2 i pół) można maturę napisać w liceum. No chyba, że ktoś ma ambitny plan zdania dodatkowo egzaminów zawodowych. Ale te można też zdać w najmniej prestiżowych zawodówkach. O nich pisał nie będę.

Młodzież się ciągle zmienia, chyba szybciej dorasta. Dzisiaj patrząc na pierwszaków w liceum mam wrażenie, że to już 3 klasa. Szkoda tylko, że dorasta fizycznie i finansowo, a nie umysłowo. Jeśli moja żona będzie uczyła dzieci w klasach 1-3, to nigdy nie pozwolę jej przejść wyżej, do klas 4-6 albo gimnazjum. Chociaż w Zespole Szkół nikt nie może czuć się bezpieczny…

Nonpoint – Bullet With A Name. Ciężkie brzmienia. Czasami takie lubie. Zwłaszcza gdy oprócz hałasu można też usłyszeć jakąś melodię.  Ten zespół, mimo, że mało popularny, ma parę świetnych utworów, reszta jest mocno przeciętna. I chyba w tej małej popularności jest ich siła. Nikt niczego od nich nie wymaga, robią to co chcą robić. Podobnie jest z innym mało znanym zespołem- Scars of Life. Też ma kilka udanych kawałków, podczas gdy reszta jest tylko tłem.

Człowiek na Księżycu

psi_liloquy1

To jest mały krok człowieka, ale wielki krok ludzkości.

Komercha

Jako, że trochę interesuję się muzyką i krótszymi formami filmowymi, to czasem penetruję sieć w poszukiwaniu ciekawych teledysków.

I coraz częściej widzę w tych teledyskach reklamy. Nie wiem czy to agencje reklamowe umieszczają w teledyskach swoich sponsorów (wątpię), czy produkcja niezłego teledysku jest tak droga, że artysta musi szukać wsparcia poza branżą muzyczną (to już bardziej prawdopodobne), a może po prostu artyści chcąc więcej zarobić zobowiązują się w umowach do umieszczenia logo firmy w teledysku (najbardziej prawdopodobne). Jeśli tak, to właściwie nie można im mieć tego za złe. Wytwórnie muzyczne zgarniają spory procent zarobionych przez artystę pieniędzy. Jeśli dodamy do tego managerów, pośredników, ewentualne agencje reklamowe, to do kieszeni autora trafia pewnie jakieś 10%. W środowisku hip hopowym to się dosyć dynamicznie zmienia, zespoły same wydają swoje płyty, mają własne wydawnictwa więc pieniądze trafiają tam gdzie powinny.

A wracając do videoclipów, wszystko jest w porządku gdy to logo sponsora gdzieś niezauważalnie- powiedzmy- przemyka, jest jakoś wkomponowane w scenografię. Gorzej gdy widzimy wokalistę z tym logo na koszulce, a jeśli w tym samym teledysku występuje on w 3 koszulkach i na każdej jest to samo logo tylko w innym kolorze- to już tragedia. Podobnie gdy wkoło maty do bboy’ingu co pół metra stoi puszka znanego napoju, a później jeszcze widzimy zbliżenia na te puszki. W zasadzie nie przeszkadzają mi te reklamy aż tak bardzo, pod warunkiem, że całość wygląda dostatecznie estetycznie. Jeśli tak nie jest, to skupiam się bardziej na tej reklamie niż na piosence i reszcie teledysku. A może właśnie o to chodzi?

Molesta i Kumple – Wszystko Wporzo (ft. Jamal, Grizzlee) chociaż nie słucham za dużo Molesty to ten kawałek jakoś przykuł moją uwagę. W teledysku nie znajdziemy reklamy, ale możemy się jej doszukać w tekście. Ale to żadna nowość jeśli chodzi o rap.

Sprostowanie

Dzisiaj na Interii znalazłem informację odnośnie Eluany Englaro, a dokładniej decyzji jej ojca o dalszym leczeniu- o ile można to tak nazwać.

Zgodę na odłączenie od sondy wyraził w listopadzie zeszłego roku Sąd Najwyższy Włoch przyznając prawo jej ojcu do podjęcia takiej decyzji.

Z jednej strony to Sąd Najwyższy zezwolił na odłączenie aparatury, ale z drugiej, to zapewne ojciec Eluany o to zabiegał od jakiegoś czasu. Tak więc popełniłem mały błąd.

A oto link do zdjęcia wspomnianego mężczyzny zatrzymującego karetkę: http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/p/a/Eluana_umiera_3132122.jpg

Nadal nie rozumiem protestów. Dla tych ludzi to morderstwo. Bo przecież Bóg decyduje o tym kiedy mamy odejść z tego świata. Jednak gdyby tak było naprawdę to Eluana zmarłaby 17 lat temu, zaraz po wypadku. To ludzie przedłużyli jej życie, więc chyba ludzie mogą zdecydować o jego zakończeniu… Tym bardziej, że to nie było radosne życie.

Change…

Manhattan z roku 1976 i 30 lat później.

Manhattan

Trochę się zmienił. Zresztą nie tylko on. Świat się zmienił.


Statystyki bloga

  • 29,480 wejść

Goście

Luty 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Sty   Mar »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
232425262728