Posts Tagged 'Kościół'

Kościelna mafia

 W Watykanie panują nieprzejrzyste zasady finansowe, oparte na niejasnych powiązaniach, dochodzi do korupcji przy przetargach, zawyżania kosztów i ogromnych strat – taki obraz sytuacji przedstawił arcybiskup Carlo Maria Vigano w liście do papieża Benedykta XVI.

http://fakty.interia.pl/religia/news/korupcja-w-watykanie-ujawniono-sensacyjne-szczegoly,1751221

Sensacja? Dla wielu osób być może tak, dla mnie nie. Kościół katolicki jest ogromną organizacją, bo tak go trzeba nazwać. Na dodatek jest organizacją która stoi ponad wieloma przepisami prawa. A po to mamy prawo i jesteśmy zobowiązani do jego przestrzegania, aby zachować pewien ład, zmniejszyć ryzyko patologii. Kościół jest siedliskiem tych patologii, jest chorym organizmem którego już prawdopodobnie nie da się wyleczyć. A wszystko dlatego, ponieważ Kościół pozbawiony jest kontroli z zewnątrz. W Polsce wszystko jest opodatkowane, nie licząc rzeczy nielegalnych oraz ofiary w kościele. Ktoś zarabia pieniądze i może z nimi zrobić co chce, tylko że składając je w ofierze na mszy tak naprawdę powiększa deficyt, dokłada się do czarnej strefy, do drugiego obiegu. Te pieniądze są przepijane i przejadane w 100%, my jako obywatele nic z tego nie mamy. To chory układ, im szybciej to zrozumiemy tym lepiej.

Jest jeszcze druga, bardziej duchowa płaszczyzna problemu. Czy korupcja jest grzechem? Nie czytałem Biblii, nie wiem czy jest tam jakaś wzmianka o tym. Jednak wszystko co złe, a korupcja jest zła, z zasady jest grzechem. W takim razie dlaczego osoby powiązane tak blisko z Kościołem tak strasznie grzeszą? Tak naprawdę to jest największym problemem Kościoła. Osoby które go reprezentują nie stosują się do jego wartości! Co więcej, wymagają ich stosowania od zwykłych ludzi! Paranoja. Czas przejrzeć na oczy. Czas uświadomić sobie że religia i Bóg to nie Kośćiół. Chrześcijaństwo to idea, natomiast Kościół stał się maszynką to robienia pieniędzy z tej ideii. Zresztą, nie tylko pieniędzy. Przecież Kościół to także ogromne lobby które ma wpływ na wiele rzeczy.

Reklamy

In vitro vs Częstochowa

– Hańba! Zdrada! – pokrzykiwali obserwujący obrady rady miasta przedstawiciele stowarzyszeń katolickich. Mimo to i prób storpedowania pomysłu przez prawicowych radnych, pomysł dofinansowania zabiegów in vitro został zaakceptowany. A wraz z nim cały budżet Częstochowy na 2012 r.

http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,10887864,Czestochowa_dofinansuje_in_vitro_jako_pierwsze_miasto.html

Trudno jednoznacznie stwierdzić czy dofinansowanie in vitro to dobry pomysł. Z jednej strony dla wielu niezamożnych osób in vitro to jedyna możliwość posiadania dzieci, jednak z drugiej strony można poddać pod wątpliwość sens dofinansowań w ogóle.

Spór ten jest o tyle cenniejszy, ponieważ ukazuje nieco więcej niż tylko sam stosunek do sztucznego zapłodnienia poszczególnych grup ludzi. Mnie in vitro nie dotyczy, więc nie czuję obowiązku, potrzeby ani nawet chęci wypowiadania się na ten temat i zmuszania innych do tego żeby mnie słuchali. Taką potrzebę czują za to zagorzali katolicy. Przykro mi to stwierdzić, ale ambicje tych osób są chore. Dlaczego? Ponieważ większości z nich in vitro również nie dotyczy, a mimo to chcieliby decydować o losie osób o których Bóg zdaje się zapomniał.

Zresztą, tak było zawsze i na długo tak pozostanie. Moje pisanie nic tutaj nie zmieni. Nie zmienia to faktu, że za każdym razem jestem zdumiony gdy czytam takie rewelacje. Środowiska katolickie mają skłonności totalitarne. Przecież to totalitaryzm narzuca innym sposób w jaki mają żyć. Jeśli in vitro jest legalne i dofinansowywane to ja mogę z niego skorzystać. Ale jeśli jestem katolikiem i moje przekonania mi na to nie pozwalają, to nikt mnie do tego nie zmusi. Wmawiamy sobie że żyjemy w wolnym kraju, ale to kłamstwo. Chcemy zniewolić samych siebie. Natomiast religia to nie polityka i zupełnie nierozumiem komentarza kurii metropilitalnej.

Stanowisko Kościoła w tej sprawie jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Wszelki rozwój umysłowy czy naukowy sprawia, że wierzących w jedynego Boga jest coraz mniej. Niestety ci najmądrzejsi w Watykanie nie zrozumieli jeszcze, że tego rozwoju nie da się zatrzymać. Nie da się również w nieskończoność okłamywać ludzi, tym bardziej w dobie telewizji, gazet, internetu.

Inną sprawą jest, że decyzja o dofinansowaniu in vitro do prawdopodobnie populistyczna zagrywka Krzysztofa Matyjaszczyka. Częstochowa mimo że kojarzona głównie wiadomo z czym, tak naprawdę jest normalnym miastem w którym żyją normalni ludzie. Tych zagorzałych katolickich fanatyków jest niewielu. Po prostu krzyczą najgłośniej i sprawiają wrażenie silnej i licznej grupy. To tylko pozory. Częstochowianie chyba szybciej niż reszta Polaków doszli do tego, że do religii również trzeba mieć pewien dystans. Można wierzyć, ale nie trzeba do tego zmuszać innych, bo wiara jest sferą intymną każdego człowieka. To tak jakby osobę heteroseksualną namawiać do homoseksualizmu.

Z okien życia

Dość głośno ostatnio się zrobiło o oknach życia. Ciekawe dlaczego dopiero ostatnio, a nie 2 lata temu gdy pierwsze z nich powstawało w Krakowie? 6 grudnia otwarto okno życia w Warszawie, a parę dni temu także w Częstochowie i to wszystko! Ale nie ma co marudzić, od czegoś trzeba zacząć, lepiej późno niż wcale. Mam nadzieję, że teraz stanie się to bardziej „popularne”, chociaż nie o popularność tutaj chodzi.

Okno życia to inicjatywa Kościoła, którą popieram. Zastanawiam się tylko, czy ma na celu walkę z aborcją, czy po prostu dać ludziom pewien wybór. Trzeba pamiętać, że kobieta musi dziecko nosić w sobie przez 9 miesięcy, a na koniec je urodzić. Jeśli ktoś chce uniknąć właśnie tego, to pozostaje mu tylko aborcja i to jest ta przewaga aborcji nad oknem życia.

Są jednak sytuacje w których na aborcję matki nie stać, albo zwyczajnie się jej boi. Wtedy rodzi dziecko i może je zostawić w szpitalu, może zabrać do domu i oddać. Ale tego też się może obawiać czy wstydzić, mają przecież jej dane, wiedzą jak wygląda. Co pozostaje? Śmietnik. No chyba, że mieszka w Krakowie, Warszawie albo Częstochowie, wtedy idzie do okna życia i tam zostawia dziecko. Nie umiem sobie wyobrazić co kobieta może czuć w takiej chwili. W chwili w której ostatni raz widzi swoje dziecko i nie ma już żadnego wpływu na jego los, nie wie co się z nim stanie. Chyba nawet sama aborcja nie wymaga takiej odwagi, jakiej wymaga zostawienie własnego dziecka w oknie życia.

Obawiam się tylko jednego, że kiedyś więcej dzieci będzie w oknach życia niż na ulicy. Z jednej strony obciążenie psychiczne jest ogromne, ale z drugiej to takie proste, wsadzić dziecko do okienka. Na pewno prostsze od wychowywania i opieki przez wiele lat. Mam jednak nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.

A Kościołowi życzę więcej podobnych decyzji. Niech w końcu stanie się bardziej ludzki, niech będzie tam gdzie go potrzeba; między ludzmi, w społeczeństwie, a nie na górze wśród limuzyn i purpurowych szat. Niech Kościół daje wybór, zamiast zakazywać i nakazywać. Bo Kościół jest dla ludzi.

Do biskupów

Na łamach dzisiejszego Dziennika możemy przeczytać, że biskupi „przypominają o swoim sprzeciwie wobec sztucznego zapłodnienia”.

Dlatego w imieniu swoim i liberalnej części społeczeństwa odpowiadam:

TAK, PAMIĘTAMY O TYM!

I czekam, aż ktoś mi wyjaśni co znaczą słowa „nie istnieje prawo do dziecka”.

A piosenka na dzisiaj to Turbo – A Pearl Of Love


Statystyki bloga

  • 29,480 wejść

Goście

Październik 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031