Posts Tagged 'Polityka'

Czy Donald Tusk ogląda pornole?

Tusk: Nie będzie blokady stron pornograficznych

Nie zablokujemy dostępu do legalnych treści, nawet jeśli estetycznie czy etycznie nam nie odpowiadają – wskazał premier.
Ciekawa deklaracja ze strony premiera. Gotowi jesteśmy pomyśleć, że Donald Tusk rzeczywiście ma liberalne poglądy i nie ma zamiaru nikomu niczego zakazywać. Tym bardziej, że problem dotyczy jakże istotnej dla nas wszystkich pornografii w Internecie.
Komu tym razem uległ Donald Tusk?

Komu tym razem uległ Donald Tusk?

Tylko czy przypadkiem nie chodzi o tę obrzydliwą poprawność polityczną? Albo co gorsza – skoro pozwala się dzieciom oglądać parady homoseksualistów, to daje się też możliwość oglądania seksu poprzez Internet. Należy przy tym pamiętać, kto w tym Internecie odgrywa główną rolę – najmłodsze pokolenia.
Być może jestem przewrażliwiony lub żyje w innej rzeczywistości, ale według mnie oba zabiegi mają na celu zabicie  w naszym narodzie poczucia wspólnych korzeni, tradycji, ambicji, pragnień. W kraju który uważa się za katolicki, dyskusję na temat pornografii w Internecie uważałbym za bardzo słuszną. Nawet mimo całej mojej niechęci względem katolickich dogmatów.
Tymczasem premier Tusk po prostu nam oznajmił, że nie ma zamiaru blokować pornoli. Nie było żadnej rozmowy, debaty, tak po prostu… Swoją drogą, ciekawe czy ludzie wyszliby na ulicę, gdyby te pornole chciano zablokować.
Nie należy jednak zapominać, że wszyscy politycy, bez wyjątku, podatni są na wpływy różnych lobby. O ile w Polsce nie mamy jakiegoś znaczącego lobby pornograficznego, producentów czy wytwórni, to na pewno z tych witryn ktoś ma ogromny zysk.  Równie prawdopodobne jest, że poszło o coś innego, niekoniecznie o kasę.
Proponuję wejść płytko w głowę Donalda Tuska. Co ten człowiek musi czuć. Tyle spraw na głowie, nie jest zmęczony? Nie ma dosyć? Lubi swoją pracę? Może jest od niej uzależniony? A może widząc siebie w roli najważniejszej osoby w kraju, rozpierająca duma karze mu dalej zapisywać się w kartach historii (niekoniecznie pozytywnie). Może nie chodzi o kasę, o ludzi, o kraj, tylko o własne chore ambicje. Mały człowiek, który miał okazję poczuć się wielki. I tej okazji nie chce wypuścić z rąk, za nic. Może dlatego politycy tak łatwo ulegają różnym wpływom.
Reklamy

Polska scena polityczna

Dawno temu pisałem o tym jak to nie przepadam za braćmi Kaczyńskimi (wtedy było ich jeszcze dwóch), w przeciwieństwie do Donalda Tuska którego dażyłem sympatią. Niestety, z każdym dniem rządów PO coraz mniej lubię tego pana, a w zasadzie już go nie lubię. Obawiam się, że ta polska szara rzeczywistość nawet z najsympatyczniejszego polityka zrobi wroga publicznego numer jeden. W tym systemie, w tych skostniałych strukturach nie da się zrobić nic więcej. Premierem Polski mógłby zostać sam Jezus Chrystus (wiem, że wielu nadal w to wierzy), ale brakłoby mu cierpliwości i energii na te wszystkie cuda.

Tak naprawdę nie znam się na polityce, jestem tylko biernym obserwatorem. I z moich obserwacji wynika, że to partia/koalicja rządząca musi mieć swój program, a opozycja nie. Opozycja neguje to, co robi lub oświadcza rząd. W ten sposób kółeczko się kręci i wszyscy się świetnie bawią, raz będąc z jednej strony, innym razem z drugiej. Oczywiście pojawiają się nowe twarze, ale to jest tylko mały procent całości który i tak niczego nie jest w stanie zmienić.

Zadajmy sobie więc pytanie, czy tak to powinno wyglądać? Chyba nie. Być może znowu popełniam błąd licząc na osobę która jest w opozycji. Chcę jednak wierzyć, że Pan Janusz Korwin Mikke jest osobą prawdomówną. Faktem jest natomiast, że program jego partii sprzed 20 lat nie różni się za bardzo od tego dzisiejszego. Czy nie o to chodzi w polityce? Czy polityk powinien być najemnikiem który zagłosuje tak żeby utrzymać się przy korycie, czy powinien mieć swoje niezmienne poglądy i ich bronić, nawet jeśli przez 19 lat z tymi poglądami nie może wejść do Sejmu?

Spójrzmy prawdzie w oczy. Polska się rozsypuje. Żyjemy ciągle w kraju postkomunistycznym, niestety. Ten postkomunizm powinien trwać kilka lat, a trwa nieprzerwanie od 1989 roku. Mydli nam się oczy demokracją i wolnym rynkiem, ale przepisy prawne tego kraju nie pozwalają nam w pełni wykorzystać ich uroków. A interes w tym mają najbogatsi i najbardziej wpływowi Polacy oraz politycy którzy są ich pionkami. Tak naprawdę to oni decydują o tym jak wygląda Polska. I tak naprawdę mało ich obchodzi jak wygląda, dopóki sami żyją ponad stan.

Namawiam do wszelkich akcji na rzecz wzrostu popularności Janusza Korwina Mikke, bo tak naprawdę to popularność jest kluczem do sukcesu. Gorzej już chyba w naszym kraju być nie może, ale dopóki trwa wymiana stołków na Wiejskiej to na pewno nie będzie lepiej. Serce mnie zabolało, gdy usłyszałem o programie partii Janusza Palikota. Tak wielu podobieństw do Kongresu Nowej Prawicy nie miał nikt. A mimo to ludzie o tym nie wiedzieli. Głosowali na Palikota bo robił w okół siebie szum, bo już wcześniej go kojarzyli. Z tym że jest to kolejny najemnik, najpierw w PO, teraz we własnej opozycyjnej partii która już na dobre zadomowiła się w Sejmie i dała się wciągnąć w zabawę o nazwie polska scena polityczna. Szkoda.

In vitro vs Częstochowa

– Hańba! Zdrada! – pokrzykiwali obserwujący obrady rady miasta przedstawiciele stowarzyszeń katolickich. Mimo to i prób storpedowania pomysłu przez prawicowych radnych, pomysł dofinansowania zabiegów in vitro został zaakceptowany. A wraz z nim cały budżet Częstochowy na 2012 r.

http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,10887864,Czestochowa_dofinansuje_in_vitro_jako_pierwsze_miasto.html

Trudno jednoznacznie stwierdzić czy dofinansowanie in vitro to dobry pomysł. Z jednej strony dla wielu niezamożnych osób in vitro to jedyna możliwość posiadania dzieci, jednak z drugiej strony można poddać pod wątpliwość sens dofinansowań w ogóle.

Spór ten jest o tyle cenniejszy, ponieważ ukazuje nieco więcej niż tylko sam stosunek do sztucznego zapłodnienia poszczególnych grup ludzi. Mnie in vitro nie dotyczy, więc nie czuję obowiązku, potrzeby ani nawet chęci wypowiadania się na ten temat i zmuszania innych do tego żeby mnie słuchali. Taką potrzebę czują za to zagorzali katolicy. Przykro mi to stwierdzić, ale ambicje tych osób są chore. Dlaczego? Ponieważ większości z nich in vitro również nie dotyczy, a mimo to chcieliby decydować o losie osób o których Bóg zdaje się zapomniał.

Zresztą, tak było zawsze i na długo tak pozostanie. Moje pisanie nic tutaj nie zmieni. Nie zmienia to faktu, że za każdym razem jestem zdumiony gdy czytam takie rewelacje. Środowiska katolickie mają skłonności totalitarne. Przecież to totalitaryzm narzuca innym sposób w jaki mają żyć. Jeśli in vitro jest legalne i dofinansowywane to ja mogę z niego skorzystać. Ale jeśli jestem katolikiem i moje przekonania mi na to nie pozwalają, to nikt mnie do tego nie zmusi. Wmawiamy sobie że żyjemy w wolnym kraju, ale to kłamstwo. Chcemy zniewolić samych siebie. Natomiast religia to nie polityka i zupełnie nierozumiem komentarza kurii metropilitalnej.

Stanowisko Kościoła w tej sprawie jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Wszelki rozwój umysłowy czy naukowy sprawia, że wierzących w jedynego Boga jest coraz mniej. Niestety ci najmądrzejsi w Watykanie nie zrozumieli jeszcze, że tego rozwoju nie da się zatrzymać. Nie da się również w nieskończoność okłamywać ludzi, tym bardziej w dobie telewizji, gazet, internetu.

Inną sprawą jest, że decyzja o dofinansowaniu in vitro do prawdopodobnie populistyczna zagrywka Krzysztofa Matyjaszczyka. Częstochowa mimo że kojarzona głównie wiadomo z czym, tak naprawdę jest normalnym miastem w którym żyją normalni ludzie. Tych zagorzałych katolickich fanatyków jest niewielu. Po prostu krzyczą najgłośniej i sprawiają wrażenie silnej i licznej grupy. To tylko pozory. Częstochowianie chyba szybciej niż reszta Polaków doszli do tego, że do religii również trzeba mieć pewien dystans. Można wierzyć, ale nie trzeba do tego zmuszać innych, bo wiara jest sferą intymną każdego człowieka. To tak jakby osobę heteroseksualną namawiać do homoseksualizmu.

Elektroniczne papierosy nielegalne?

http://fakty.interia.pl/polska/news/drzyjcie-palacze-nadciaga-rzadowa-ofensywa,1421270

Mam mieszane uczucia co do tej inicjatywy rządu. Z jednej strony prawdą jest, że nie wiadomo co palacz wdycha, ale z drugiej strony przez rok chyba można było zlecić jakieś badania i mieć pewność. Nie zrobiono jednak tego i teraz być może w życie wejdzie kolejna ustawa, która została uchwalona na podstawie przypuszczeń ludzi nie wykształconych w tym kierunku. Nawet nie chce myśleć, że za tą decyzją może stać lobby tytoniowe, które z pewnością finansowo odczuwa odpływ klientów do „elektronicznej” konkurencji.

Jeśli idzie o zakaz palenia w miejscach publicznych, w tym w pubach, to moja ocena nie będzie obiektywna, bo sam jestem palaczem i raczej nie wyobrażam sobie takich miejsc bez papierosowego dymu. A argumentacja typu „każdego dnia w nałóg popada około 500 nieletnich” nie jest w tym przypadku na miejscu, ponieważ do pubów nieletni raczej nie chodzą. Każdy niepalący dorosły, idąc do pubu wie co go tam czeka i sam decyduje o tym czy chce tam przebywać czy nie. Czy nie łatwiej byłoby wymusić na właścicielach podział lokalu na 2 części – dla palących i niepalących? Albo na próbę stworzyć parę pubów w których panowałby zakaz palenia tytoniu? Dałoby to nam podstawy do tego żeby sądzić tak czy inaczej. Zamiast tego znowu musimy się opierać na przypuszczeniach i nawet nie jesteśmy w stanie dokonać prognozy przyszłości.

Mogę mieć tylko nadzieję, że wszystkie te działania w końcu doprowadzą do delegalizacji tytoniu.

Impertynencja

Może nie powinienem tutaj faworyzować czy dyskredytować jednych czy drugich polityków. Może powinienem sobie odpuścić. Ostatnio jednak miarka się przebrała.

Nie ukrywam, że większą sympatią darzę Donalda Tuska. Bracia Kaczyńscy nie wzbudzają we mnie pozytywnych emocji.

Ostatnio hitem na YouTube jest wypowiedź Jarosława (chyba) Kaczyńskiego. Najpierw człowiek ten wykazuje się ignorancją, bo nie wie w jakiej hali sportowo-widowiskowej się znajduje. Dobrze, że chociaż znał nazwę miasta do którego przyjechał. Ale to nic. J. Kaczyński poproszony o „jeszcze dwa słowa” wyrzuca z siebie, że Tusk jest zakompleksionym prowincjuszem. Jeśli takie słowa, jako pierwsze przychodzą do głowy liderowi opozycji, to ja nie chcę w tym kraju opozycji.

A przecież to nie jedyna wpadka braci Kaczyńskich (niestety dla mnie to jest jedna osoba, tyle, że w dwóch ciałach). Nikt ich nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Interes partii jest dla nich ważniejszy niż interes państwa. Mylą Jaruzelskiego z Kwaśniewskim, Iran z Irakiem, III RP z IV RP, Samoobronę z PO. Śmieją się z angielskiego Tuska, a sami na pytanie „do you speak a little bit german?” odpowiadają tylko „no, no, english raczej”.

Nie chcę, żeby premierem czy prezydentem mojego kraju był ignorant, prostak, człowiek mały i niemądry.

Donald! Do domu!

Ale afera. Premier grał w piłkę zamiast głosować.

Szeroko się uśmiechałem, gdy czytałem sprawozdanie z tego zajścia. Podobno Donald nie wiedział, że musi iść na głosowanie. Akurat. Na pewno wiedział, ale wolał się wymknąć z kolegami pograć w piłkę. Będzie miał nieobecność, a mama go nie usprawiedliwi.

A tak trochę poważniej- zaniedbanie zaniedbaniem, ale ta sytuacja pokazuje jakieś takie ludzkie oblicze tych ludzi, polityków. W ten sposób wzbudza się sympatię.

Obłudnicy

Kto? PiS!

Ostatnio pisałem o wystąpieniu prezesa Kaczyńskiego. Oprócz bajek o Olimpiadzie, opowiadał także bajki o nowej jakości w stosunkach rząd-opozycja. Właśnie widzę tą nową jakość. Z dniem dzisiejszym, pojawiła się informacja jakoby rząd nie chciał opozycji przyznać racji odnośnie oszczędności w budżecie państwa. Ze strony PiS padły nawet słowa, że sytuacja jest „żenująca”. Albo Jarosław Kaczyński rzucał słowa na wiatr wcześniej ich z nikim nie uzgadniając, albo niesubordynacji w PiS ciąg dalszy. Dla mnie taki sposób dyskusji balansuje na granicy akceptacji. I z pewnością nie wnosi niczego dobrego.

Muszę przyznać, że wolę PO od PiS. Ale nie jest to ślepe przywiązanie, czy sympatia do niektórych twarzy. Po prostu styl i sposób bycia PiS mi całkowicie nie odpowiada. Są agresywni, czepiają się dosłownie wszystkiego, uważają się za lepszych. Odrazę wzbudzają we mnie wypowiedzi panów Gosiewskiego, Ziobry, Macierewicza, Girzyńskiego itp. Nawet gdy z rządu wyjdzie jakaś słuszna inicjatywa, coś co obiektywnie patrząc ma same plusy, to zawsze znajdzie się jakieś ALE. A gdy PO powinie się już noga, to PiS kompletnie tego nie potrafi wykorzystać, rzuca się jak wygłodzone stado na dwie sarenki i w efekcie nikt nie jest najedzony a na dodatek jedna sarenka ucieka… PO uprawia retorykę o wiele przyjaźniejszą. Być może to wyłącznie zasługa piaru. Nawet jeśli PO ma takie same osiągnięcia jakie miał PiS, po ponad roku rządzenia, to i tak wydaje się, że sprawy są załatwiane inaczej, lepiej, spokojniej, bez krzyków. Doskonale pamiętam pierwsze dni rządów PO. Nie było o czym pisać, nie było o czym mówić! Kompletna cisza. Żadnych skandali, afer, oskarżeń, podejrzeń. Polska stała się europejską Nową Zelandią. Ale tylko na parę dni, do czasu aż w PiS nie nastąpiło przegrupowanie i przydzielanie nowych zadań oczerniania władzy.

Ja wolę Polskę według PO. Zresztą, chyba nie tylko ja. Sondaże mówią same za siebie.

CKY – Lost in a Contraption- jak ktoś kojarzy The Jackass, to być może kojarzy też CKY. Idea podobna, jednak mniej brutalna. A przy okazji CKY rejestruje świetne utwory. Ich pierwsza płyta z 1999 roku nie ma słabych punktów. Każdy kawałek jest czarujący. Każdy mógłby być singlem i zajmować pierwsze miejsca list przebojów. Inne albumy mimo, że nie tak genialne, to też nie mają słabych punktów. Ten zespół w ogóle nie ma kiepskich piosenek!


Statystyki bloga

  • 29,511 wejść

Goście

Grudzień 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031