Posts Tagged 'Ludzie'

Fenomen naszej-klasy

Wiele osób wie czym jest portal nasza-klasa.pl. Wiele osób ma tam profil, wiele osób nie wyobraża sobie dnia bez zalogowania się tam. Nasza-klasa nagle wdarła się w naszą świadomość i jest już czymś normalnym, ale na czym polega jej fenomen?

Przede wszystkim strzałem w dziesiątkę było powrócenie do lat szkolnych. Od dawna wiadomo, że sytuacje odleglejsze w czasie wspominamy lepiej. Nawet jeśli ktoś nie znosił szkoły, to po jej ukończeniu już nie wydaje się ona taka straszna. Ponad to spędzając razem czas, przez 3 – 6 lat, 5 razy w tygodniu, musi zaistnieć dość silna więź. Jeśli nie ze wszystkimi, to chociaż z częścią naszych kolegów. Chętnie wracamy wspomnieniami do rzeczy, sytuacji czy ludzi. I chyba ludzie są tym, co sprawia, że koło o nazwie „nasza-klasa.pl” dalej się kręci.

W zasadzie wszystko tam opiera się na obecności ludzi, na tym co piszą i jakie dodają zdjęcia. Nawet jeśli nie mamy żadnych znajomych i dopiero utworzyliśmy konto, to jedyną rzeczą jaką możemy zrobić, jest… szukanie ludzi z dawnych lat. Gdy już mamy znajomych, to widzimy ich zdjęcia i komentarze. Na forum rozmawiamy z ludźmi, często obcymi. Widzimy kto z naszych znajomych jest teraz aktywny i kto ostatnio oglądał nasz profil. Ponad to wiemy kto ostatnio dołączył do naszej szkoły, kto od kogo dostał prezent, kto prowadzi aukcje na allegro i kogo ewentualnie możemy znać. Dodatkowo na samym dole widać ostatnio dodane zdjęcia ludzi z całego świata.

Z jednej strony to normalne, wszak jest to „portal społecznościowy”. Jednak z drugiej strony wystarczy spojrzeć na ogromną machinę jaką jest Facebook. Jest tam mnóstwo aplikacji, które zabijają czas i wcale nie potrzebna nam do tego druga osoba. Nawet – swego czasu bardzo popularna – fotka.pl nie wymagała od użytkowników takiego zaangażowania. Wystarczył komentarz, ocena i wszyscy byli zadowoleni. Nasza-klasa wykorzystuje ludzi do napędzania wszystkich funkcji portalu. Nic tam nie może funkcjonować bez partnera.

Innym ciekawym zjawiskiem jest w zasadzie brak chamstwa, wulgarności czy pornografii. Oczywiście zdarzają się nieprzyzwoite zdjęcia, ale to rzadkość, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę ogromną liczbę przesyłanych zdjęć. Chamstwo zostało pokonane przez brak anonimowości. Jeśli chcemy uczestniczyć w życiu tego społeczeństwa, to musimy ujawnić jedną lub kilka z następujących rzeczy: imię, nazwisko, wiek, znajomości, ukończone szkoły i klasy. Są to dane dość precyzyjne, dlatego łatwo nas znaleźć. A skoro każdy może nas znaleźć, to musimy uważać na to co piszemy i pokazujemy. Nie chcemy przecież, żeby mama widziała nas z piwem czy papierosem w ręce, a dziewczyna na imprezie z inną. Nie chcemy, żeby wujek wypominał nam słownictwo w komentarzach pod zdjęciem, a tata oglądał naszych znajomych. Dlatego większość bardzo uważa, i myślę, że zapewni to portalowi jeszcze kilka lat dobrego funkcjonowania. Są oczywiście różni ludzie, także tacy którym nie zależy na opinii innych, czy dla żartów podszywają się pod kogoś innego. Przez nich często ubywa użytkowników, ale populacja tego społeczeństwa nie jest raczej zagrożona. Przynajmniej na jakiś czas.

Reklamy

Trzy kolory: Czerwony

Trzecia i ostatnia część „Trzech kolorów” z 1994 roku. Jest to też ostatni film Krzysztofa Kieślowskiego, który zmarł w 1996 roku. Co ciekawe, reżyser nie znał języka francuskiego.

Młoda modelka Valentine potrąca psa. Zawozi go do weterynarza, a następnie do jego właściciela – zgorzkniałego starszego mężczyzny. Ten nie chce jednak psa, każe Valentine zabrać go. Po czasie pies ucieka i wraca do swojego właściciela. Valentine poznaje go bliżej. Okazuje się, że to emerytowany sędzia, którego zajęciem jest przechwytywanie i podsłuchiwanie rozmów telefonicznych sąsiadów. Valentine jest oburzona i wystraszona. Postanawia powiadomić o tym sąsiadów, ale nie jest to wcale takie proste. Wraca do sędziego. Ich znajomość trwa, aż w końcu przeradza się w przyjaźń. Valentine ma chłopaka, który wyjechał służbowo i kontaktuje się z nią telefonicznie. Pewnego razu bohaterka zapomina włączyć automatyczną sekretarkę, przez co narzeczony posądza ją o zdradę. Valentine nie może tego zrozumieć, jest jej z tego powodu bardzo ciężko. Obok tej historii, istnieje jeszcze wątek świeżo upieczonego sędziego (August). Ma on własne mieszkanie, samochód, dziewczynę, pracę, życie u stóp. Jego życie załamuje się, gdy odkrywa, że jest zdradzany. Podczas ostatniego spotkania Valentine i starego sędziego, ten opowiada jej historię swojego życia. Jest to po części też historia młodego sędziego. Oboje mieli przed sobą wspaniałą przyszłość, oboje zostali zdradzeni. Obydwoje wybrali się w podróż po kanale La Manche aby śledzić swoje byłe narzeczone. Z tą podróżą jest związana ostatnia scena. Wypadkowi ulega prom morski. Przeżywa jedynie kilka osób, w tym: Julie i Olivier, Karol i Dominique, Valentine i August.

Po raz kolejny mamy motyw zdrady, mimo, że obok niego istnieją inne, wydawałoby się ważniejsze. „Czerwony” to być może najlepszy z całej trójki kolorów. Znowu zdrada w moim odczuciu wybija się na pierwszy plan.

Scena w której August podgląda swoją kobietę przez okno, jest brutalniejsza, smutniejsza i bardziej wstrząsająca od tej w „Białym” kiedy Karol rozmawia z Dominique. Wtedy właśnie ma niezbity dowód na to, że został oszukany i zdradzony. Doznaje szoku, nie jest sobą. Nie wie co ma ze sobą zrobić. Stary sędzia prawdopodobnie przeżył to samo. Całe szczęście twórcy filmu oszczędzili nam drugiej podobnej sceny. Mógłbym na niej nie wytrzymać. Równie smutne i upokarzające jest zachowanie narzeczonego Valentine. Dziewczyna spóźniła się parę minut do domu i od razu została posądzona o zdradę, podczas gdy była wierna jak pies. A może zdradzała psychicznie swojego chłopaka z emerytowanym sędzią, przyjacielem? To chyba jednak można Valentine wybaczyć. Nie było groźby zdrady fizycznej.

Czerwony – braterstwo. Chyba nie do końca rozumiem intencje reżysera. Może chodzi o przyjaźń młodej dziewczyny i starego mężczyzny? Może o brak braterstwa (chłopak Valentine i dziewczyna Augusta)? Może o końcową scenę w której wszyscy się spotykają? Prawdopodobnie to jest odpowiedź na pytanie czym jest braterstwo w tym filmie.

Braterstwo bezpośrednio wiąże się z zaufaniem. Zdrada to najgorsze, co może spotkać człowieka, bo łączy w sobie kłamstwo (koniec zaufania) i zerwanie braterstwa, więzi która być może tworzyła się przez lata. Na dodatek dzieje się to bez wiedzy i zgody jednej ze stron. Często pokrzywdzeni muszą sami odkrywać prawdę, co tylko potęguje ból. Słyszałem opinie, jakoby „Trzy kolory” były opowieścią o miłości. Może rzeczywiście. Wygląda na to, że każdy z bohaterów w końcu znajduje swoją miłość. Ale przez jakie męki musieli przejść, aby tę miłość osiągnąć. Dla mnie to opowieść o zdradzie. O zdradzie szeroko pojętej, ale także tej konkretnej, zdradzie miłosnej. Dlatego cała trylogia była dla mnie wstrząsem. Zachęcam do obejrzenia jej (być może ponownie) i spojrzenia na problem właśnie z tej strony. To zaskakujące, jak wiele cierpienia dostarczają nam nasi najbliżsi. To chyba oni sprawiają nam najwięcej bólu. Smutne, ale prawdziwe…

Trzy kolory: Biały

Biały, to druga odsłona „Trzech kolorów” sfilmowana w 1994 roku. Tylko w tej części dominuje język polski, a akcja rozgrywa się między innymi w Warszawie.

Film otwiera scena rozprawy sądowej. Tej samej, na którą przez przypadek trafia Julie w „Niebieskim”. Jest to sprawa rozwodowa. Dominique, piękna i młoda Francuzka, od 6 miesięcy czeka na skonsumowanie jej związku z Karolem, polskim fryzjerem. W końcu ma tego dość, czego rezultatem jest rozstanie. Dominique zabiera Karolowi wszystko. Mieszkanie, zakład fryzjerski, samochód, likwiduje ich (jego?) konto bankowe, a na domiar złego nasz bohater traci paszport. Karolowi pozostaje tułaczka po Paryżu. Na stacji metra położonej w pobliżu jego byłego już mieszkania, poznaje Mikołaja, też Polaka. Chcąc pochwalić się byłą żoną, wskazuje na okno jej mieszkania. Przez zasłony widać, że jest z nią jakiś mężczyzna. Karol pośpiesznie dzwoni do domu z budki telefonicznej, a w słuchawce słyszy krzyki rozkoszy Dominique. To traumatyczne doznanie budzi w Karolu chęć zemsty. Mikołaj okazuje się bardzo pomocny i już następnego dnia, Karol leci w jego walizce do Polski. Po dotarciu do domu swojego brata, Karol odpoczywa kilka dni i bierze się ostro do pracy. Najpierw pracuje w zakładzie fryzjerskim brata, następnie pełni funkcję ochroniarza kantoru. Większe pieniądze zarabia na skupywaniu małych działek, i ich sprzedaży businessmanom po cenie 10 razy wyższej (ponieważ bez prawa do nich nie były możliwe dalsze inwestycje). Następnie sam zaczyna inwestować, zakłada spółkę której współwłaścicielem zostaje Mikołaj. Plan Karola jest bliski realizacji. Ostatnim krokiem, jest upozorowanie własnego pogrzebu i przepisanie majątku byłej żonie. Tym samym do Polski przyjeżdża Dominique. Rozpacza nad grobem byłego męża. Po powrocie do swojego mieszkania w Paryżu, zastaje w łóżku Karola. Spędzają razem noc. Dominique budzi się w pustym mieszkaniu, Karola nie ma. Po chwili do drzwi puka policja, a Dominique zostaje oskarżona o spowodowanie śmierci męża. Motywem miał być ogromny spadek. W ostatniej scenie widzimy Dominique, która z więziennego okna rozmawia z Karolem na migi. Możemy się tylko domyślać, że ich miłość nadal trwa…

Film, w moim odczuciu, równie straszny co poprzedni. Co prawda pokazuje drogę bohatera od kilku franków do milionów złotych czy nawet dolarów, ale w tle nadal mamy zawód miłosny i seks bez uczucia.

Mamy podstawy sądzić, że Dominique nie zdradzała Karola, gdy była z nim. Chciała rozwodu i dopiero po nim współżyła z innymi mężczyznami. A może nie miała możliwości, by zdradzać Karola? W to wątpię. Nawet gdy byli razem, była zupełnie niezależna od Karola, mogła robić co chciała. Patrząc na to z tej strony, Dominique jest bardzo mądrą i moralną osobą. Tylko dlaczego znęcała się nad Karolem i kazała mu słuchać swoich okrzyków? Chciała pokazać swoją wyższość. Wiedziała, że Karol ją nadal kocha, i tym sposobem wyraźnie się do tego odniosła. Odebrała mu całą nadzieję, na dalszą wspólną przyszłość. A przecież tą nadzieją Karol żył. Po tym telefonie, żył już tylko zemstą. Na końcu on dość przedmiotowo potraktował Dominique. Był to ostatni element zemsty.

Kolor biały, to równość. Film ukazuje brak równości od samego początku. Karol nie zna języka francuskiego, przez co nie ma szans na obronę w sądzie. Podział majątku nie jest sprawiedliwy, Dominique zabiera wszystko, Karolowi pozostaje prawie pusta walizka. Przykładów nierówności przez cały film jest wiele. Może też nim być stosunek do życia Mikołaja i Karola, zaraz na początku ich znajomości. Mikołaj to bogaty, mądry człowiek, ojcieć i mąż, niczego mu nie brakuje. Mimo to chce, jak się później dowiadujemy, żeby ktoś go zabił. Nie potrafi czerpać radości z życia. Co innego Karol, który ma wielką ochotę na życie, chociaż dzień wcześniej stracił wszystko co miał.

Poza tym równość chyba można utożsamiać z szacunkiem. Dominique gardziła Karolem, a jedynym tego powodem była jego impotencja. Tylko dlatego potrafiła zabrać mu wszystko i zostawić bez środków do życia. Nie przejmowała się jego losem. Później jednak role się odwróciły. To Karol okazał brak szacunku i wepchnął Dominique do więzienia.

Trzy kolory: Niebieski

Film nakręcony w 1993 roku. Jest pierwszą częścią filmowej trylogii Krzysztofa Kieślowskiego. Trzy kolory – niebieski, biały i czerwony – mają symbolizować flagę francuską, a co za tym idzie hasło „Wolność, równość, braterstwo”.

Akcja „Niebieskiego” zaczyna się od wypadku samochodowego, w którym główna bohaterka – Julie, traci męża (Patrice) i córkę (Anna). Po tej tragedii nic nie ma już dla niej znaczenia ani sensu. Sprzedaje wszystko co ma, łącznie z domem. Chce pozbyć się wspomnień oraz ludzi którzy ją otaczali. Uważa, że pomoże jej to zapomnieć, i szybciej dojść do siebie. Nic bardziej mylnego. Nie radzi sobie z własnymi myślami, męczy się. W zakończeniu filmu nie wiemy, jak dalej toczą się jej losy. Dopiero finał trylogii daje nam podstawy by sądzić, że jednak ułożyła sobie życia na nowo, z innym mężczyzną, czyli znowu do czegoś/kogoś się przywiązała.

Film budzi skrajne emocje. Dla jednych jest nudny, przepełniony patosem i śmiesznymi symbolami. Dla drugich jest bardzo poetycki i artystyczny, a nawet transcendencyjny. Mną ten film wstrząsnął.

Główna bohaterka, kilka dni po pogrzebie swojego męża dzwoni do jego asystenta (Olivier), pyta czy ją kocha, po czym spędza z nim noc. Można starać się usprawiedliwiać takie zachowanie. Była zagubiona, nie wiedziała co ze sobą zrobić, może nie chciała być sama, może chciała zapomnieć i pozbyć się myśli o mężu na rzecz innego, albo nawet przypomnieć sobie tym sposobem męża. Mimo to, byłem zaszokowany postawą Julie. Formalnie męża nie zdradziła, bo już go nie ma, ale przecież odszedł ledwie parę dni wstecz. Później dowiadujemy się, że Patrice zdradzał swoją żonę, że jego kochanka zaszła z nim w ciąże. To pozornie stawia Julie w lepszym świetle, wszak jej mąż postąpił o wiele gorzej. Mnie to jednak nie przekonuje. Zabolało mnie zachowanie głównej bohaterki. Odnoszę wrażenie, że mogła nawet nie kochać swojego męża. Była jedynie przyzwyczajona i przywiązana do tworzenia z nim rodziny.

Film ma mówić o wolności (jako pierwszej z trzech wartości). Wolnością jest w tym przypadku całkowita niezależność. Wolność zastępuje przywiązanie i poczucie bezpieczeństwa. Pozostaje niepewność i swoboda wyboru. W tym przypadku wolność staje się określeniem raczej pejoratywnym. Wolność sama w sobie nie jest niczym dobrym. Nie może istnieć w odosobnieniu. Jednocześnie z nią musi być coś lub ktoś, kto nam tę wolność zabiera lub ogranicza, a my się na to zgadzamy i tego potrzebujemy.

Obnoszenie się

Zawsze staram się być z dala od wszelkich międzyblogowych sporów. Nie komentuję tutaj zawartości innych witryn, bo każdy ma swój pomysł na bloga, każdemu służy on do czegoś innego a ja staram się to szanować. Mimo to już raz pisałem tutaj o rewirach gajowego Maruchy. Zrobię to jeszcze raz. Znienawidzę się za to, ale nie mam już możliwości komentowania tam, a jest kilka rzeczy, które trzeba wyjaśnić.

Żeby było jasne – rzadko czytuję tamten blog, ale gdy już tam trafię, to zawsze mnie szokują i najnowsze wpisy i ostatnie komentarze. Tym razem wpadłem na „Cejrowski mówi głośno to, co większość myśli”. Tekst jest o wystąpieniu Wojciecha Cejrowskiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie stwierdził, że „gejów trzeba tępić”.

Tytuł bardzo ciekawy, ale o jaką „większość” chodzi? Na pewno nie większość społeczeństwa. Może to większość katolików albo czytelników owego bloga?

Dalej mamy:

Szypuła słusznie gada, jak aktywny ormowiec. Nie należy też mówić źle o gwałcicielach i pedofilach – bo a nuż znajdą się tacy wśród słuchaczy, i jak oni wtedy będą się czuli?

Już tam napisałem, że „jeśli ktoś nie widzi różnicy, pomiędzy gejami i lesbijkami a pedofilami i gwałcicielami, to nie powinien zabierać głosu w tej sprawie”. Nie wiem, jak można stawiać homoseksualistów w jednym szeregu z przestępcami seksualnymi. Nawet w prawie nie ma zapisu o nielegalności homoseksualności. Homoseksualiści nie naruszają wolności osobistej innych (jak twierdzą niektórzy). Oni się zajmują sami sobą, a nie naszymi dziećmi czy żonami. W czym więc problem? Chyba w tym, że niektóre osoby chcą sprawować władzę nad wszystkimi i narzucić im własny system moralny.

Ktoś pisze:

Pedofile i gwałciciele gwalca nas i nasze dzieci, jakby to powiedziec,fizycznie.
A geje i lesbijki na razie tylko medialnie, ale zamierzaja wprowadzic przymus,no jak by to powiedziec znowu-juz wiem: gejowania i lesbijkowania, Talciu…

I ktoś inny:

Nie wiem, co to “gej”, wiem co to pederasta, homoseksualista, dewiant, sodomita, zboczeniec. Narusza on jak najbardziej moją wolność osobistą publicznym lansowaniem obrzydliwości i obnoszeniem się ze swą chorą seksualnością, deprawującą młodzież.

Ja żadnego przymusu ani obnoszenia się nie widzę. Nie jestem homoseksualistą, dlatego ruchy, akcje i inne „eventy” homoseksualistów mnie nie obchodzą. Nie interesuję się tym i nie czuję się do tego zmuszany. Są jednak tacy (podobno heteroseksualni) którzy wiedzą o gejach więcej, niż oni o sobie samych. To dość ciekawe zjawisko. Obawiam się jednak, że u jego podłoża leży – znowu – chęć władzy i przekonanie o własnej wyższości.

Ci ludzie mylą pojęcia „wolności osobistej” i „uczuć religijnych”. Dla nich to chyba to samo. Tak się składa, że ich wolności osobistej nikt nie narusza, a uczucia religijne, to w moim mniemaniu, wymysł ortodoksyjnych i fanatycznych katolików oraz narzędzie do walki ze wszystkim czego ich rozumy nie pojmują. Czyjeś uczucia religijne obraża parą mężczyzn trzymających się za ręce, a moje uczucia religijne obrażają dzwony w kościele, bo jakim prawem one tak hałasują? Tak samo wszystkie krzyżyki, obrazki, figurki, to wszystko mnie obraża. Obraża mnie Kościół wtrącający się do polityki, obraża mnie ksiądz mówiący „zabłądziłeś”. Mnóstwo innych rzeczy obraża moje uczucia religijne. I największa broń osób wierzących obraca się przeciwko nim.

A oto komentarz miesiąca:

To ja ci zaraz, Talciu oświecony, powiem co to za różnica: jest to różnica 10% (dziesięciu procent).

Bowiem 90% pedofilów rekrutuje się właśnie z homoseksualistów. A podczas słynnej obławy na pedofilów na warszawskim Dworcu Centralnym parę lat temu – z 13 złapanych pedofilów WSZYSCY okazali się być homosiami.

Więc Talciu, jeśli twoje informacje zaczerpywane są tylko z broszurek Stowarzyszenia Lambda, to lepiej nie zabieraj tu głosu.

Nie wiem skąd autor wziął wyniki tych „badań”. To kompletna bzdura. Ja znalazłem zupełnie odmienne informacje:

badania psychologiczne i statystyczne dowodzą, że ok. 90% przypadków pedofilii dotyczy heteroseksualnych mężczyzn

Nie wiem czy ten człowiek nie umie czytać, czy był zmęczony, czy coś przeoczył, czy nie wie czym jest heteroseksualizm, czy miał nadzieję, że mu uwierzę na słowo i chciał ze mnie zrobić barana, czy po prostu takie ma metody dowodzenia swoich racji. Chyba nigdy się tego nie dowiem.

Powrócę jeszcze do słów cytowanych wcześniej:

[…]i obnoszeniem się ze swą chorą seksualnością, deprawującą młodzież.

Homoseksualizm nie jest chorobą. Nie jest to nawet upośledzenie, patologia czy dewiacja. Czasem warto sięgnąć po jakąś książkę, zamiast przesiadywać w kościele, albo w lesie. Ale niech to będzie książka nowa, mówiąca prawdę, a nie powielająca mity.

Autopromocja

Ostatnio wpadła mi do głowy myśl o tym, że portal nasza-klasa.pl wielu osobom służy do autopromocji. Odnowienie dawnych znajomości to tylko przykrywka. Zresztą, największą grupę użytkowników portalu stanowi młodzież szkolna, a oni nie mają czego odnawiać. Być może wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że kreuje swój wizerunek i stwarza pozory. Samo zapisane się do szkoły (szczególnie wyższej) jest sygnałem dla nas, że mamy do czynienia z człowiekiem inteligentnym, uczącym się i ambitnym. Następnie mamy takie pola do uzupełnienia jak „O sobie” i „Czym się aktualnie zajmuję”. Tam każdy chce wypaść jak najlepiej, stara się, wypisuje złote myśli, a efekt i tak jest marny. Nikt nie rozumie wyrwanych z kontekstu słów piosenki czy wiersza, a całego nikomu nie chce się czytać. Na koniec pozostaje najważniejsze narzędzie naszej autopromocji – galeria. Pokazujemy siebie na zdjęciach. Wstawiamy tam wszystko, co potencjalnie może, w oczach innych, podnieść nasz status, miejsce w społeczeństwie. Zdjęcia z wakacji, zdjęcia w nowych ciuchach, zdjęcia z imprezy, zdjęcia ze szkoły lub z jej zakończenia. Z jednej strony, to tylko zdjęcia przypominające nam najszczęśliwsze momenty życia, z drugiej – pokazanie ile się już przeżyło, jakie ma się doświadczenia, ile się widziało, ile się ma.

Nie wiem tylko, czy jest to przypadek, że jedno wiąże się z drugim? Czy ludzie podświadomie pokazują to co w nich najlepsze, aby spodobać się innym? Czy może robią to świadomie? Pewnie wszystko po trosze jest prawdą. Zauważam jedynie problem i możliwość stworzenia sobie pięknego wizerunku. Oczywiście nie pomoże nam on przy rekrutacji do szkoły czy znalezieniu pracy. Możemy jednak znaleźć atrakcyjnego partnera. Gorzej, jeśli ten partner też udaje kogoś, kim tak naprawdę nie jest. Tworzy swój wizerunek, skupia się na swoim Ja w sieci, i jednocześnie zaniedbuje siebie w rzeczywistości. Poza tym może dojść do tego, że osoba odważna, przebojowa, mądra i wygadana na portalu czy „gadu-gadu” okazuje się być nieśmiałym, milczącym głupkiem w realu.

Muszę więcej pomyśleć nad tym problemem. Ta notka to tylko pewnego rodzaju wprowadzenie.

Trele morele

Już pisałem kiedyś coś o naszej-klasie, ale to środowisko, ta społeczność jest tak fascynującą, że napisze o niej jeszcze nie raz. Trudno wszystkich jednakowo oceniać i wrzucać do jednego worka, ale chyba każdy odczuwa podobny klimat tego miejsca. Nawet jeśli starannie wyselekcjonujemy listę znajomych, to i tak mamy styczność z mnóstwem przypadkowych osób. Chociażby przeglądając większe fora.

No i właśnie. Mam przed sobą forum pewnej szkoły wyższej. Przeważają tematy w stylu „szukam mieszkania”, „egzamin u X- czego się bać?”, „oferta pracy dla Y”. Nie ma co się dziwić, każde ogłoszenie zostanie zauważone. Wspólne interesy ludzi tam zaglądających sprawiają, że ogłoszenie na odpowiednim forum NK jest skuteczniejsze od ogłoszenia w Gazecie Wyborczej. Sam przecież w ten sposób znalazłem mieszkanie. Na forum można zauważyć jednak kilka szczególnie często odwiedzanych wątków, a są nimi m.in.: „Gdzie są chłopaki na AAA?????????” i bliźniaczy „Gdzie są dziewczyny na AAA????????”, „Juwenalia 2008 i dziewczyny…”. Cóż. Życie towarzyskie kwitnie poprzez Internet. Do tego NK też nadaje się idealnie. Nie jest to przecież fotka.pl z mnóstwem różowych blondynek, dorosłych 13 latek czy kulturystów na tle starego VW Golfa 2. Można znaleźć fajną dziewczynę/chłopaka, z którą/którym można pogadać, bla bla bla… jasne, można. Często znacznie odbiega się od tematu dyskusji, a owocem tego są pseudonaukowe wywody. Albo pseudofilozoficzne. Niejednokrotnie możemy przeczytać historię życia albo dowiedzieć się co tam słychać w akademiku. Na porządku dziennym są dyskusje między 2, 3 osobami które urządzają sobie czat i wspólnymi siłami dochodzą do tego czym jest alkoholizm, samotność, indywidualizm i tak dalej. Udziela się tam kilka osób które kreują się na wielkich imprezowiczów, takich którzy czerpią z życia garściami. Właściwie nie powinienem ich oceniać i pisać, że „kreują się”, ale ciekawe jest to że najwięcej piszą sobotnimi wieczorami. Ale to wszystko jest niczym, jeśli zajrzymy do tematu o tajemniczej nazwie „skojarzenia”. Ponad 700 stron i ponad 10 000 wypowiedzi! Temat-gra, polega na wypisywaniu skojarzeń do tego, co napisał poprzednik. 700 stron niczego. Każdy post to 1-3 słowa. Nie ma dnia, żeby ktoś tam czegoś nie dopisał. Piszą młodzi i starzy, kobiety i meżczyźni, dosłownie wszyscy, ale piszą o niczym! I to jest właśnie ta nasza elita. To jest jej rozrywka i ulubione zajęcie. To jest właśnie dzisiejsze, polskie, przeciętne szkolnictwo wyższe.

Już kiedyś miałem profil na NK ale się go pozbyłem.  Ludzie którzy wydawali mi się normalni, okazali się idiotami, albo robili z siebie idiotów, albo Internet z nich zrobił idiotów. Świadom potęgi NK powórciłem tam, aby znaleźć stancję i zostałem. Teraz znowu myślę czy się nie skasować. Takie portale chyba u każdego podkreślają te gorsze cechy, groteskowe i dziwaczne, a na bok spychają te lepsze. Ze mną pewnie jest podobnie.

Koniec wywodu.

AC/DC – Love Song to pierwsza i ostatnia ballada tej kapeli. Słyszałem wiele krytycznych uwag pod jej adresem, ale dla mnie jest genialna.


Statystyki bloga

  • 29,480 wejść

Goście

Październik 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031