Archiwum kategorii 'Komentarze'

Bandzior Peja

Dzięki eksponowanemu materiałowi w ”Faktach” zielonogórski incydent z udziałem Pei zobaczyło ponad trzy miliony Polaków. Hip hop jeszcze nigdy nie był tak mainstreamowy.

Nie była to jednak dobra reklama dla tej muzyki, bo zamiast bitów i rymów podziwialiśmy jedynie wątpliwą elokwencję Ryszarda Andrzejewskiego i zachęcanie fanów do publicznego licznu na 15-latku, co fani grzecznie uczynili [...]

interia.pl

Tak się składa, że rap to nie tylko bity i rymy, ale także – a może przede wszystkim – przekaz. I tak się składa, że Rychu Peja zawsze przekaz miał nieco “uliczny”. Jego zachowanie podczas koncertu w Zielonej Górze wcale mnie nie zdziwiło. Mniej więcej znam jego sylwetkę, a to co powiedział do 15-latka idealnie wpisuje się w jego image.

Hip hop w Polsce jeszcze nie do końca wyszedł z podziemia. Nawet najlepsi raperzy nie zarabiają tego, co popowe gwiazdy z jednym hitem w swoim życiorysie. Takie “chuligańskie” wybryki na scenie są tego przyczyną i efektem jednocześnie. Z jednej strony na raperach nie ciąży żadna odpowiedzialność, bo nie są w centrum zainteresowania mediów czy opinii publicznej. Poza tym wierzą w słuszność własnych racji i nie boją się głośno o tym mówić. Z drugiej strony nikt nie będzie puszczał teledysków czy utworów takich ludzi. Nawet wywiady czy jakieś newsy są rzadkością.

Hip hop to kultura specyficzna, którą nie każdy rozumie. Mnie bardziej dziwi zachowanie tego 15-latka. Po co on tam w ogóle poszedł? Kto go nauczył takich słów? Kto go wypuścił z domu? Poza tym to nie Peja pobił tego dzieciaka, więc cała nagonka na niego jest trochę przesadzona. Na szczęście Rychu świadom swojej wyjątkowości w oczach młodych ludzi, oficjalnie przeprosił, chociaż tak naprawdę nie miał za co. Jednak lepiej dmuchać na zimne, bo nie wszyscy mają swój rozum.

Jednocześnie ubolewam nad postawą mediów w tej sprawie. W jednym z serwisów informacyjnych całą odpowiedzialność zrzucono na wykonawcę, a na dodatek jako “ekspert” wypowiadał się znany raper-gangster Żurom, który rapować nie umie i swego czasu nie przepadał za Peją. Subiektywność materiału mnie przeraziła.

I poprawna odmiana wyrazu “Peja” to chyba “Peji”, a nie “Pei”.

Ruski film

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew dziś w wywiadzie telewizyjnym nazwał obarczanie stalinowskiego ZSRR na równi z hitlerowskimi Niemcami odpowiedzialnością za rozpętanie II wojny światowej “cynicznym kłamstwem”.

interia.pl

To dziwne, bo historia jest przecież jedna. Tymczasem każdy patrzy na nią inaczej i widzi coś innego. Po latach milczenia i ukrywania faktów, nagle Rosja chce zrzucić część odpowiedzialności na chyba największą ofiarę II wojny światowej – Polskę.

Gdyby Józef Beck był niemieckim agentem, to nie byłoby problemu ze stworzeniem korytarza z Niemiec do Prus. Takie proste i logiczne argumenty chyba uciekły rosyjskim historykom.

Polska znowu stała się celem ataków. My chcemy pamiętać o tej tragedii, chcemy żeby była dla nas przestrogą i chcemy być z siebie dumni. Jednak poza naszymi granicami odbierane jest to inaczej. Każde obchody wydają się być wołaniem “to ich wina!”, podczas gdy są dla nas tylko chwilą zadumy. I chociaż władze Niemiec mówią otwarcie o winie ich dziadków, to scena polityczna i społeczeństwo wydają się być podzielone pod tym względem. Rosjanie już nie boją się niczego. Kłamią w żywe oczy, bo pewnie po 64 latach w końcu spalili wszystkie obciążające ich dokumenty. Reszta Europy i Świata nie jest zainteresowana tematem II wojny światowej. Jedni jej nie doświadczyli, drudzy na niej mogli zarobić, więc po co się odzywać. Jeszcze wypłynie coś, o czym pamięć powinna dawno zatonąć…

My już mamy swoją Madonnę

My już mamy swoją Madonnę, tę świętą. Inne nam nie potrzebne.

Madonna nie może zaśpiewać w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – uważa mazowiecki radny Marian Brudzyński. Właśnie zaczął montować “międzyśrodowiskowy komitet protestacyjny” z Akcją Katolicką i działaczami parafialnymi.

Madonna 15 sierpnia ma wystąpić dla kilkudziesięciu tysięcy widzów na lotnisku na Bemowie.

- Koncert przypada na dzień bardzo ważny dla nas, katolików. Śpiewamy pieśni maryjne do Matki Bożej, pielgrzymi po trudach drogi wchodzą do Częstochowy. To też rocznica cudu nad Wisłą, czas uroczystości patriotycznych, wreszcie – kolejne trudne dni Powstania Warszawskiego – tłumaczy radny Marian Brudzyński.

- Częstochowę od Bemowa dzielą setki kilometrów – mówię.

- Jesteśmy w jednej wielkiej wspólnocie ducha, odległość nie gra roli – odpowiada radny i dodaje jeszcze jedną okoliczność, która sprowokowała go do powołania “międzyśrodowiskowego komitetu protestacyjnego”. – Data koncertu w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny to nie przypadek, ale celowa akcja skandalizujących specjalistów od wizerunku.

- Zresztą ona sama też prowokuje – uważa radny. – Żyje w związku nieformalnym. To nie przypadek, że na partnera życiowego wybrała mężczyznę o imieniu Jesus, a córkę nazwała Lourdes, jak miejsce święte. Apeluję o wrażliwość. Władze miasta muszą zmienić datę koncertu, albo się z niego wycofać, zapłacić kary umowne i tyle.

Jako katolik, Polak i użytkownik

Brudzyński to dawny działacz LPR i b. przyjaciel Romana Giertycha, dziś z nim skłócony. To także wierny słuchacz Radia Maryja, którego dobre kontakty z o. Rydzykiem zakończyły się w 2006 r., gdy publicznie skrytykował politykę redemptorysty. Dziś zasiada w sejmiku Mazowsza i prowadzi autorski portal. Tam publikuje listy ostrzegawcze w sprawie Madonny. Adresatami są radni, prezydent Warszawy, MSWiA. W korespondencji nazywa gwiazdę “obrazoburczą Antymadonną”, “piosenkarką obsceniczną”, “niezwykle perwersyjną”. W rozmowie jest mniej radykalny: – Jako piosenkarka nie przeszkadza, jest przeze mnie fajnie postrzegana.

Prowadzi jednak internetową zbiórkę podpisów pod protestem. – Mam już kilkaset głosów poparcia, sprawa rozwija się bardzo dobrze – ocenia radny.

Oburzony z Gdańska, wpis 288.: “Na ile to możliwe, walczmy z szatanem!!!”. Inny – 276., Berlin: “Stawiać tamę przed kloaką to być albo nie być dla człowieka, dlatego popieram apel o zakaz występów tej córki bluźnierstw wszelkich…”.

Protest Brudzyńskiego trafił też do sponsora koncertu Allegro.pl. Przedstawia się tam jako “katolik, Polak, radny, użytkownik serwisu” i terenowy reprezentant stowarzyszenia Unum Principium, które zorganizowało tzw. protest bydgoski. Zimą tego roku grupa działaczy katolickich ze wsparciem biskupa utrąciła wystawienie spektaklu muzycznego w Bydgoszczy, podczas którego publiczność miała osądzić Chrystusa i SMS-ami zadecydować o ewentualnym ukrzyżowaniu.

Po szczegóły akcji odsyła na www.krucjata.serwis.propolonia.pl.

Prezydent zagrożona suspensą

Radny zdradza, że jeśli jego apele nie wstrzymają koncertu, akcja obejmie też sferę ducha. – Kościół ma pewnego rodzaju straszak – mówi. – Może nałożyć karę suspensy, czyli wysłać wiernego czasowo poza wspólnotę. Tak dzieje się, gdy katolik działa na szkodę wiary. Ma prawo wejść do kościoła, ale nie może przyjmować sakramentów świętych.

Taki los – ostrzega Brudzyński – może spotkać prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz. Już teraz jako animator akcji i polityk, który jest blisko duchowieństwa, “ma sygnały od niezadowolonych księży”. Są oburzeni, że miasto dopuściło do koncertu w dniu Matki Boskiej Zielnej.

Prezydent może uniknąć kary, jeśli wycofa “poparcie dla koncertu piosenkarki skandalistki o wizerunku obrazoburczej Madonny”.

W ratuszu tłumaczą, że nie są organizatorem koncertu ani stroną umowy z Madonną.

- Wiemy o kościelnym święcie – mówi Jarosław Dąbrowski (PO), burmistrz Bemowa. – Organizatorzy zapewnili mnie, że data jest przypadkowa, wynika z kalendarza artystki.

Mówię burmistrzowi o groźbie suspensy dla prezydent Warszawy. – Mam informację, że podczas koncertu nie będzie się działo nic, co mogłoby obrazić uczucia religijne. To tylko koncert, po co mieszać do tego ideologię? – pyta Dąbrowski. – Żadnych zmian terminów nie będzie. Madonna na Bemowie to dla nas ogromna promocja.

Źródło: http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,6707077,Madonna_zbyt_perwersyjna_dla_katolikow.html

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6795585,Walesa_kontra_show_Madonny___Popieram_protest_.html (+ komentarz posła Palikota)

Dzięki tym protestom umacnia się wyobrażenie o Polsce i Polakach. Jednak jesteśmy zaściankiem Europy, może nawet Świata. Madonna jeszcze nie wystąpiła, nawet nie była nigdy w Polsce, ale niektórym to wcale nie przeszkadza.

Muszę przyznać, że nie miałem pojęcia o jakimś święcie 15 sierpnia. Teraz wiem, że jakieś tam jest, ale nie pamiętam już z jakiej okazji. Pamiętam za to doskonale, że 15 sierpnia Madonna da koncert na Bemowie. I taki jest efekt tego protestu, promocja Madonny a nie święta.

Zresztą to dziwne, że grupa ludzi protestuje przeciwko jakiemuś wydarzeniu, bo w jego dniu jest jakieś święto. A co jeśli tysiące fanów zaczną protestować przeciwko obchodzeniu tego święta, bo 15 sierpnia Madonna daje koncert?

Uroki demokracji.

Kolos na glinianych nogach

Korea Płn. zapowiedziała, iż nigdy nie porzuci swojego programu atomowego a jakiekolwiek formy blokady kraju będą oznaczały wypowiedzenie wojny – podaje agencja afp.

Ciekaw jestem jak rozłożą się siły w tej ewentualnej wojnie. Z jednej strony USA, Rosja, Japonia, Chiny i reszta, jednym słowem całe ONZ, a z drugiej Korea Północna i… i już. Ciekawe też ile potrwa ta wojna. Pewnie jakieś 3 do 5 dni. No ale skoro Phenian czuje się na siłach i ma nadzieję zwyciężyć cały świat to powodzenia.

Problem w tym, że dzisiaj konflikty zbrojne są przeżytkiem. Lepiej wykończyć oponenta gospodarczo, po woli, po cichu, ale do końca i definitywnie. Zapewne tak się stanie i tym razem. Skoro już same Chiny żądają od Korei Płn. zaprzestania zbrojenia, to musi się tak skończyć. Chyba, że Korea Płn. opamięta się na czas i przestanie wojować przysłowiowym mieczem.

Impertynencja

Może nie powinienem tutaj faworyzować czy dyskredytować jednych czy drugich polityków. Może powinienem sobie odpuścić. Ostatnio jednak miarka się przebrała.

Nie ukrywam, że większą sympatią darzę Donalda Tuska. Bracia Kaczyńscy nie wzbudzają we mnie pozytywnych emocji.

Ostatnio hitem na YouTube jest wypowiedź Jarosława (chyba) Kaczyńskiego. Najpierw człowiek ten wykazuje się ignorancją, bo nie wie w jakiej hali sportowo-widowiskowej się znajduje. Dobrze, że chociaż znał nazwę miasta do którego przyjechał. Ale to nic. J. Kaczyński poproszony o “jeszcze dwa słowa” wyrzuca z siebie, że Tusk jest zakompleksionym prowincjuszem. Jeśli takie słowa, jako pierwsze przychodzą do głowy liderowi opozycji, to ja nie chcę w tym kraju opozycji.

A przecież to nie jedyna wpadka braci Kaczyńskich (niestety dla mnie to jest jedna osoba, tyle, że w dwóch ciałach). Nikt ich nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Interes partii jest dla nich ważniejszy niż interes państwa. Mylą Jaruzelskiego z Kwaśniewskim, Iran z Irakiem, III RP z IV RP, Samoobronę z PO. Śmieją się z angielskiego Tuska, a sami na pytanie “do you speak a little bit german?” odpowiadają tylko “no, no, english raczej”.

Nie chcę, żeby premierem czy prezydentem mojego kraju był ignorant, prostak, człowiek mały i niemądry.

Trzy kolory: Czerwony

Trzecia i ostatnia część “Trzech kolorów” z 1994 roku. Jest to też ostatni film Krzysztofa Kieślowskiego, który zmarł w 1996 roku. Co ciekawe, reżyser nie znał języka francuskiego.

Młoda modelka Valentine potrąca psa. Zawozi go do weterynarza, a następnie do jego właściciela – zgorzkniałego starszego mężczyzny. Ten nie chce jednak psa, każe Valentine zabrać go. Po czasie pies ucieka i wraca do swojego właściciela. Valentine poznaje go bliżej. Okazuje się, że to emerytowany sędzia, którego zajęciem jest przechwytywanie i podsłuchiwanie rozmów telefonicznych sąsiadów. Valentine jest oburzona i wystraszona. Postanawia powiadomić o tym sąsiadów, ale nie jest to wcale takie proste. Wraca do sędziego. Ich znajomość trwa, aż w końcu przeradza się w przyjaźń. Valentine ma chłopaka, który wyjechał służbowo i kontaktuje się z nią telefonicznie. Pewnego razu bohaterka zapomina włączyć automatyczną sekretarkę, przez co narzeczony posądza ją o zdradę. Valentine nie może tego zrozumieć, jest jej z tego powodu bardzo ciężko. Obok tej historii, istnieje jeszcze wątek świeżo upieczonego sędziego (August). Ma on własne mieszkanie, samochód, dziewczynę, pracę, życie u stóp. Jego życie załamuje się, gdy odkrywa, że jest zdradzany. Podczas ostatniego spotkania Valentine i starego sędziego, ten opowiada jej historię swojego życia. Jest to po części też historia młodego sędziego. Oboje mieli przed sobą wspaniałą przyszłość, oboje zostali zdradzeni. Obydwoje wybrali się w podróż po kanale La Manche aby śledzić swoje byłe narzeczone. Z tą podróżą jest związana ostatnia scena. Wypadkowi ulega prom morski. Przeżywa jedynie kilka osób, w tym: Julie i Olivier, Karol i Dominique, Valentine i August.

Po raz kolejny mamy motyw zdrady, mimo, że obok niego istnieją inne, wydawałoby się ważniejsze. “Czerwony” to być może najlepszy z całej trójki kolorów. Znowu zdrada w moim odczuciu wybija się na pierwszy plan.

Scena w której August podgląda swoją kobietę przez okno, jest brutalniejsza, smutniejsza i bardziej wstrząsająca od tej w “Białym” kiedy Karol rozmawia z Dominique. Wtedy właśnie ma niezbity dowód na to, że został oszukany i zdradzony. Doznaje szoku, nie jest sobą. Nie wie co ma ze sobą zrobić. Stary sędzia prawdopodobnie przeżył to samo. Całe szczęście twórcy filmu oszczędzili nam drugiej podobnej sceny. Mógłbym na niej nie wytrzymać. Równie smutne i upokarzające jest zachowanie narzeczonego Valentine. Dziewczyna spóźniła się parę minut do domu i od razu została posądzona o zdradę, podczas gdy była wierna jak pies. A może zdradzała psychicznie swojego chłopaka z emerytowanym sędzią, przyjacielem? To chyba jednak można Valentine wybaczyć. Nie było groźby zdrady fizycznej.

Czerwony – braterstwo. Chyba nie do końca rozumiem intencje reżysera. Może chodzi o przyjaźń młodej dziewczyny i starego mężczyzny? Może o brak braterstwa (chłopak Valentine i dziewczyna Augusta)? Może o końcową scenę w której wszyscy się spotykają? Prawdopodobnie to jest odpowiedź na pytanie czym jest braterstwo w tym filmie.

Braterstwo bezpośrednio wiąże się z zaufaniem. Zdrada to najgorsze, co może spotkać człowieka, bo łączy w sobie kłamstwo (koniec zaufania) i zerwanie braterstwa, więzi która być może tworzyła się przez lata. Na dodatek dzieje się to bez wiedzy i zgody jednej ze stron. Często pokrzywdzeni muszą sami odkrywać prawdę, co tylko potęguje ból. Słyszałem opinie, jakoby “Trzy kolory” były opowieścią o miłości. Może rzeczywiście. Wygląda na to, że każdy z bohaterów w końcu znajduje swoją miłość. Ale przez jakie męki musieli przejść, aby tę miłość osiągnąć. Dla mnie to opowieść o zdradzie. O zdradzie szeroko pojętej, ale także tej konkretnej, zdradzie miłosnej. Dlatego cała trylogia była dla mnie wstrząsem. Zachęcam do obejrzenia jej (być może ponownie) i spojrzenia na problem właśnie z tej strony. To zaskakujące, jak wiele cierpienia dostarczają nam nasi najbliżsi. To chyba oni sprawiają nam najwięcej bólu. Smutne, ale prawdziwe…

Trzy kolory: Biały

Biały, to druga odsłona “Trzech kolorów” sfilmowana w 1994 roku. Tylko w tej części dominuje język polski, a akcja rozgrywa się między innymi w Warszawie.

Film otwiera scena rozprawy sądowej. Tej samej, na którą przez przypadek trafia Julie w “Niebieskim”. Jest to sprawa rozwodowa. Dominique, piękna i młoda Francuzka, od 6 miesięcy czeka na skonsumowanie jej związku z Karolem, polskim fryzjerem. W końcu ma tego dość, czego rezultatem jest rozstanie. Dominique zabiera Karolowi wszystko. Mieszkanie, zakład fryzjerski, samochód, likwiduje ich (jego?) konto bankowe, a na domiar złego nasz bohater traci paszport. Karolowi pozostaje tułaczka po Paryżu. Na stacji metra położonej w pobliżu jego byłego już mieszkania, poznaje Mikołaja, też Polaka. Chcąc pochwalić się byłą żoną, wskazuje na okno jej mieszkania. Przez zasłony widać, że jest z nią jakiś mężczyzna. Karol pośpiesznie dzwoni do domu z budki telefonicznej, a w słuchawce słyszy krzyki rozkoszy Dominique. To traumatyczne doznanie budzi w Karolu chęć zemsty. Mikołaj okazuje się bardzo pomocny i już następnego dnia, Karol leci w jego walizce do Polski. Po dotarciu do domu swojego brata, Karol odpoczywa kilka dni i bierze się ostro do pracy. Najpierw pracuje w zakładzie fryzjerskim brata, następnie pełni funkcję ochroniarza kantoru. Większe pieniądze zarabia na skupywaniu małych działek, i ich sprzedaży businessmanom po cenie 10 razy wyższej (ponieważ bez prawa do nich nie były możliwe dalsze inwestycje). Następnie sam zaczyna inwestować, zakłada spółkę której współwłaścicielem zostaje Mikołaj. Plan Karola jest bliski realizacji. Ostatnim krokiem, jest upozorowanie własnego pogrzebu i przepisanie majątku byłej żonie. Tym samym do Polski przyjeżdża Dominique. Rozpacza nad grobem byłego męża. Po powrocie do swojego mieszkania w Paryżu, zastaje w łóżku Karola. Spędzają razem noc. Dominique budzi się w pustym mieszkaniu, Karola nie ma. Po chwili do drzwi puka policja, a Dominique zostaje oskarżona o spowodowanie śmierci męża. Motywem miał być ogromny spadek. W ostatniej scenie widzimy Dominique, która z więziennego okna rozmawia z Karolem na migi. Możemy się tylko domyślać, że ich miłość nadal trwa…

Film, w moim odczuciu, równie straszny co poprzedni. Co prawda pokazuje drogę bohatera od kilku franków do milionów złotych czy nawet dolarów, ale w tle nadal mamy zawód miłosny i seks bez uczucia.

Mamy podstawy sądzić, że Dominique nie zdradzała Karola, gdy była z nim. Chciała rozwodu i dopiero po nim współżyła z innymi mężczyznami. A może nie miała możliwości, by zdradzać Karola? W to wątpię. Nawet gdy byli razem, była zupełnie niezależna od Karola, mogła robić co chciała. Patrząc na to z tej strony, Dominique jest bardzo mądrą i moralną osobą. Tylko dlaczego znęcała się nad Karolem i kazała mu słuchać swoich okrzyków? Chciała pokazać swoją wyższość. Wiedziała, że Karol ją nadal kocha, i tym sposobem wyraźnie się do tego odniosła. Odebrała mu całą nadzieję, na dalszą wspólną przyszłość. A przecież tą nadzieją Karol żył. Po tym telefonie, żył już tylko zemstą. Na końcu on dość przedmiotowo potraktował Dominique. Był to ostatni element zemsty.

Kolor biały, to równość. Film ukazuje brak równości od samego początku. Karol nie zna języka francuskiego, przez co nie ma szans na obronę w sądzie. Podział majątku nie jest sprawiedliwy, Dominique zabiera wszystko, Karolowi pozostaje prawie pusta walizka. Przykładów nierówności przez cały film jest wiele. Może też nim być stosunek do życia Mikołaja i Karola, zaraz na początku ich znajomości. Mikołaj to bogaty, mądry człowiek, ojcieć i mąż, niczego mu nie brakuje. Mimo to chce, jak się później dowiadujemy, żeby ktoś go zabił. Nie potrafi czerpać radości z życia. Co innego Karol, który ma wielką ochotę na życie, chociaż dzień wcześniej stracił wszystko co miał.

Poza tym równość chyba można utożsamiać z szacunkiem. Dominique gardziła Karolem, a jedynym tego powodem była jego impotencja. Tylko dlatego potrafiła zabrać mu wszystko i zostawić bez środków do życia. Nie przejmowała się jego losem. Później jednak role się odwróciły. To Karol okazał brak szacunku i wepchnął Dominique do więzienia.

Trzy kolory: Niebieski

Film nakręcony w 1993 roku. Jest pierwszą częścią filmowej trylogii Krzysztofa Kieślowskiego. Trzy kolory – niebieski, biały i czerwony – mają symbolizować flagę francuską, a co za tym idzie hasło “Wolność, równość, braterstwo”.

Akcja “Niebieskiego” zaczyna się od wypadku samochodowego, w którym główna bohaterka – Julie, traci męża (Patrice) i córkę (Anna). Po tej tragedii nic nie ma już dla niej znaczenia ani sensu. Sprzedaje wszystko co ma, łącznie z domem. Chce pozbyć się wspomnień oraz ludzi którzy ją otaczali. Uważa, że pomoże jej to zapomnieć, i szybciej dojść do siebie. Nic bardziej mylnego. Nie radzi sobie z własnymi myślami, męczy się. W zakończeniu filmu nie wiemy, jak dalej toczą się jej losy. Dopiero finał trylogii daje nam podstawy by sądzić, że jednak ułożyła sobie życia na nowo, z innym mężczyzną, czyli znowu do czegoś/kogoś się przywiązała.

Film budzi skrajne emocje. Dla jednych jest nudny, przepełniony patosem i śmiesznymi symbolami. Dla drugich jest bardzo poetycki i artystyczny, a nawet transcendencyjny. Mną ten film wstrząsnął.

Główna bohaterka, kilka dni po pogrzebie swojego męża dzwoni do jego asystenta (Olivier), pyta czy ją kocha, po czym spędza z nim noc. Można starać się usprawiedliwiać takie zachowanie. Była zagubiona, nie wiedziała co ze sobą zrobić, może nie chciała być sama, może chciała zapomnieć i pozbyć się myśli o mężu na rzecz innego, albo nawet przypomnieć sobie tym sposobem męża. Mimo to, byłem zaszokowany postawą Julie. Formalnie męża nie zdradziła, bo już go nie ma, ale przecież odszedł ledwie parę dni wstecz. Później dowiadujemy się, że Patrice zdradzał swoją żonę, że jego kochanka zaszła z nim w ciąże. To pozornie stawia Julie w lepszym świetle, wszak jej mąż postąpił o wiele gorzej. Mnie to jednak nie przekonuje. Zabolało mnie zachowanie głównej bohaterki. Odnoszę wrażenie, że mogła nawet nie kochać swojego męża. Była jedynie przyzwyczajona i przywiązana do tworzenia z nim rodziny.

Film ma mówić o wolności (jako pierwszej z trzech wartości). Wolnością jest w tym przypadku całkowita niezależność. Wolność zastępuje przywiązanie i poczucie bezpieczeństwa. Pozostaje niepewność i swoboda wyboru. W tym przypadku wolność staje się określeniem raczej pejoratywnym. Wolność sama w sobie nie jest niczym dobrym. Nie może istnieć w odosobnieniu. Jednocześnie z nią musi być coś lub ktoś, kto nam tę wolność zabiera lub ogranicza, a my się na to zgadzamy i tego potrzebujemy.

Donald! Do domu!

Ale afera. Premier grał w piłkę zamiast głosować.

Szeroko się uśmiechałem, gdy czytałem sprawozdanie z tego zajścia. Podobno Donald nie wiedział, że musi iść na głosowanie. Akurat. Na pewno wiedział, ale wolał się wymknąć z kolegami pograć w piłkę. Będzie miał nieobecność, a mama go nie usprawiedliwi.

A tak trochę poważniej- zaniedbanie zaniedbaniem, ale ta sytuacja pokazuje jakieś takie ludzkie oblicze tych ludzi, polityków. W ten sposób wzbudza się sympatię.

Nasza eutanazja

We Włoszech trwa spór o życie Eluany Englaro, która od 17 lat znajduje się w stanie wegetacji. Jej ojciec zdecydował, że córka powinna zostać odłączona od aparatury podtrzymującej życie. Mimo to, część Włochów jest temu stanowczo przeciwna. W zasadzie mogą się sprzeciwiać, mają nawet do tego prawo. Ale czy mają prawo do decydowania o losie tej dziewczyny?

Chyba lekką przesadą są tak ostre protesty. Przecież nikt nikogo na siłę nie zabija. Zapadnięcie w śpiączkę nie jest równoznaczne z eutanazją. Już niebawem kwestia testamentu życia zostanie we Włoszech uregulowana. Jeśli ktoś będzie sobie życzył aby go sztucznie podtrzymywano przy życiu, to wystarczy, że nie będzie wkładał do portfela żadnej kartki. I tutaj w zasadzie wszelkie spory powinny się zakończyć. Niestety niektórzy ludzie, uważają, że mają prawo decydować o losie innych. Już nawet nie chodzi o rodzinę, o bliskich. Z nimi zawsze można porozmawiać i namówić do tego, aby dali się “ratować” i czekali w razie potrzeby na cud. Ale dlaczego chcą decydować też o osobach zupełnie im obcych? Nigdy chyba tego nie zrozumiem. Szokiem był dla mnie obrazek mężczyzny który stanął na drodze karetki wiozącej Eluanę.

Ktoś powie, że to jej ojciec sam sobie dał przyzwolenie na zadecydowanie o jej przyszłości. To prawda, sam sobie, ale ma do tego większe prawo, niż cała rzesza kompletnie obcych osób. To on przez ponad 15 żył nadzieją na wyzdrowienie córki, podczas gdy ci którzy dzisiaj protestują, najpewniej cieszyli się ciepłem domowego ogniska.

Następna strona »


Coś mądrego


– Wiesz co mi się w tobie podoba, Marlon?
– Wiem, kurwa, maniery.
– Nie... Powodzenie u kobiet.
– A... u kobiet?
– A u kobiet właśnie to mi się nie podoba.

Marlon (Rafał Olbrychski),
Igor (Michał Dworczyk)

Słodko gorzki

Statystyki bloga

  • 10,035 wejść

Goście

 

grudzień 2009
P W Ś C P S N
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Autorzy

serceganja